-Studiujemy psychiatrie, to Cam wymyśliła sobie ocenianie psychiki ludzkiej na podstawie obrazów.- wytłumaczyła szybko brunetka i spojrzała znacząco na swoją przyjaciółkę.
-Okej, wymyśliłam to sobie. Ale ja naprawdę chcę wiedzieć skąd on bierze inspiracje do malowania aż tak depresyjnie, smutnych obrazów.
-Według mnie to dobry pomysł, przestańcie oboje marudzić.- westchnęła cicho niska brunetka, i spojrzała na o wiele wyższego od siebie chłopaka. Ten szybko pocałował ją w czoło i uśmiechnął się lekko.
-Dziękuję Tina.- Camille poprawiła swoją koszulę i poprawiła ramię torby. Naprawdę nie wiedziała dlaczego powiedziała przyjaciołom o swoim "niedorzecznym" pomyśle. Powinna siedzieć cicho i nie wspominać o niczym, to nie miała by teraz kazań na temat swojej głupoty.
-Ale dlaczego my mamy tam z tobą iść?- zapytała brunetka, przerzucając włosy przez jedno ramię. Blondynka zagryzła wargę i spojrzała na swoją przyjaciółkę. Ta tylko uniosła brwi, czekając na odpowiedź.
-Bo was o to proszę, Beth.- mruknęła cicho i przyspieszyła nieznacznie.
-Ja bardzo bym chciała ale ze wzgląd na mojego ukochanego brata, muszę zostać w domu.- brunetka wzruszyła przepraszająco ramionami, i spojrzała ze smutną miną na starszą od siebie dziewczynę. Camille tylko uśmiechnęła się i poklepała Christine po ramieniu. Oczywiście, że ją rozumiała. W końcu jej rodzina, nieczęsto ją odwiedza. Nie mogłaby zepsuć jednego z niewielu spotkań z jej starszym bratem.
-Ja pójdę. W końcu, ktoś musi was zawieść.- chłopak uśmiechnął się szeroko. Elizabeth wywróciła oczami.
-Zapomniałeś, że mamy własny samochód Styles?- zakpiła z uśmiechem blondynka. Ten tylko prychnął cicho pod nosem i zrobił obrażoną minę. Wszystkie trzy dziewczyny parsknęły śmiechem, patrząc na chłopaka.
-I ty masz dwadzieścia lat?- zaśmiała się głośno brunetka.- Przepraszam.- mruknęła zawstydzona, gdy wpadła na jednego z wielu biznesmenów, chodzących po Londynie. Ten tylko pokręcił głową z dezaprobatą i ruszył dalej, pogrążony w swoim własnym świecie. Camille zachichotała, widząc jak policzki przyjaciółki nabierają czerwonej barwy. Brunetka zgromiła ją wzrokiem i uderzyła dla żartu w ramię. Ich małą sprzeczkę, przerwał cichy głos młodszej dziewczyny.
-Muszę iść. Pa dziewczyny.- przytuliła je ostrożnie.- Pa Harry.- stanęła na palcach i szybko pocałowała go w usta. Po chwili zniknęła w drzwiach klatki. Harry westchnął ciężko i ruszył przed siebie. Dziewczyny spojrzały po sobie i ruszyły za nim.
-Dobra, co się pomiędzy wami dzieje gołąbeczki?- zaświergotała Beth a Cam zachichotała cicho. Chłopak zignorował je, uparcie wpatrując się w ziemię, w wyniku czego wpadł na jakąś nastolatkę. Dziewczyna zauroczona nim, zaczęła go przepraszać, ale ten tylko ją minął i ruszył dalej. Zdziwione przyjaciółki spojrzały po sobie i pobiegły za chłopakiem.
-Styles!- zawołała blondynka, stając przed nim.- Co się z tobą dzieje do cholery? Nie przeprosiłeś kogoś na kogo wpadłeś, nie odgryzłeś się Beth, to do ciebie niepodobne.- zauważyła cicho Camille. Harry spojrzał jej w oczy i wzruszył ramionami.
-A co jest do mnie podobne Cartier?- zapytał z irytacją brunet. W odpowiedzi dziewczyna zamrugała szybko.- Przyjdę do was o osiemnastej, mała.- pocałował ją szybko w policzek i ruszył przed siebie. Blondynka spojrzała na swoją przyjaciółkę i uniosła brwi.
-Nie wiem co się dzieje, ale sądzę, że ma to związek z naszą słodką Tiną.- mruknęła z koncentracją Elizabeth. Camille przeczesała włosy i pokiwała głową.
-Nieważne. Idziemy na kawę?- Camille zmieniła temat, biorąc przyjaciółkę pod ramię. Wyraz twarzy brunetki uległ zmianie. Ochoczo pokiwała głową i pociągnęła dziewczynę w stronę najbliższej kawiarenki. W duchu brunetka odetchnęła z ulgą. Jej przyjaciółka potrafi wiercić dziurę w brzuchu, dopóki nie dostanie odpowiedzi na swoje pytania. Jednak często można, oszukać ją szybką i delikatną zmianą tematu. Zapewne wróci do tego tematu, ale na razie nie miało to znaczenia. Tak długo jak nie zadawała pytań, tak długo przyszła pani doktor miała spokój. Bo w końcu ona też jest tylko człowiekiem, prawda?
~*~
Camille przeczesała swoje dość długie włosy. Spojrzała w dół i westchnęła, opierając się o barierkę balkonu. Czasem żałowała, że nie była w swoim rodzinnym miasteczku. Ale Londyn wydawał jej się tak pięknym miejscem, gdzie marzenia się spełniają. Zamknęła oczy i potarła lekko obolały kark. Do przyjazdy jej przyjaciela zostało niespełna trzydzieści minut a czas ten dłużył jej się niemiłosiernie. Otworzyła powoli oczy i uniosła głowę by spojrzeć na zachmurzone niebo. Nie dziwił jej ten widok. W końcu kiedyś musiała przyzwyczaić się do zimnego i deszczowego klimatu Wielkiej Brytanii. Z czasem zaczynała go nawet lubić. Skrzywiła się i spuściła głowę w dół. Patrzyła beznamiętnym wzrokiem na kręcących się na dole ludzi. Jedni spieszyli się, trzymając kurczowo swoje walizki, aktówki czy cokolwiek tam nosili. Inni przechadzali się niespiesznie, wymachując torbami z logami sławnych marek takich jak Harrordsa czy Dolce&Gabbana. Odetchnęła cicho i zamknęła oczy. Próbowała się rozluźnić ale nie było to łatwe gdy z każdej strony słyszała dość głośne klaksony samochodów, czy też trzaski dochodzące z jej mieszkania. Wzięła głęboki wdech i otworzyła oczy, wciąż patrząc w dół. Zauważyła małą dziewczynkę o krótkich, czarnych włosach. Pomimo odległości, doskonale widziała barwę jej szeroko otwartych oczu. Czarne jak słoma, tak samo jak włosy, oczy dziewczynki patrzyły na blondynkę z widocznym zainteresowaniem. Nie wiedząc czemu pod wpływem jej spojrzenia, dziewczyna wyprostowała się jak struna. Przeszedł ją dreszcz, nienależący do tych przyjemnych. Pomimo to jednak, blondynka z zaciekawieniem obserwowała pyzatą twarz dziewczynki. Śliczna, to pierwsze co przyszło jej na myśl, gdyby miała ja opisać. Śliczna, urocza, mała dziewczynka o pełnych policzkach i wspaniałych, krótkich loczkach, które idealnie okalały jej twarz. Na jej różowych ustach igrał uśmiech. Camille ponownie oparła się o barierkę, nie spuszczając wzroku z dziewczynki. Po chwili dotarło do niej, że ta tajemnicza dziewczynka, jest tu sama, pośrodku ogromnego i ruchliwego Londynu. Oczy panny Cartier rozszerzyły się nieznacznie i mimowolnie zacisnęła dłonie na barierce. Po chwili przy boku dziewczynki pojawił się wysoki, postawny mężczyzna. Przez moment przeszło jej przez myśl, że ten ktoś może ją zranić, ale odrzuciła ją gdy zauważyła z jaką radością mulatka, wtula się w jego nogi. Po chwili nieznajomy wziął ją na ręce i oddalił się z nią w stronę Oxfrod Street. Dziewczyna odetchnęła z ulgą i zmarszczyła brwi, widząc jak mała zguba macha do niej. Blondynka zamrugała szybko, zdezorientowana, ale nieśmiało odmachała dziewczynce, która uśmiechnęła się szeroko i wtuliła w mężczyznę. Po chwili oboje zniknęli za rogiem a Camille wypuściła powietrze ze świstem. Nawet nie zauważyła, że wstrzymywała oddech.
-Camille! Gdzie są moje czarne szpilki?- gdy usłyszała zduszony jęk swojej najlepszej przyjaciółki, pokręciła głową i wyprostowała się. Niespiesznie obróciła głowę w stronę otwartych drzwi balkonowych, które prowadziły do salonu.
-W szafie, w przedpokoju, ostatnia półka od góry!- zawołała podchodząc do drzwi. Usłyszała tupot stóp i charakterystyczne skrzypienie, otwieranych drzwiczek szafy. Kilka bliżej nie określonych szmerów, a na końcu stukanie szpilek o panele.
-Jesteś najlepsza! Kocham cię!- zawołała radośnie brunetka i poszła szybkim krokiem w stronę swojego pokoju. Blondynka wywróciła oczami i potarła ramiona. Odwróciła głowę i spojrzała na dość stary budynek, znajdujący się naprzeciwko jej miejsca zamieszkania. Westchnęła przeciągle i weszła do środka, zamykając cicho za sobą drzwi. Odetchnęła gdy znalazła się w ciepłym pomieszczeniu i podreptała szybko w stronę kanapy. Opadła na nią i odchyliła głowę do tyłu. Zamknęła oczy i próbowała uspokoić swoje rozbiegane myśli. Nie mogła przestać myśleć o małej dziewczynce, która z takim zainteresowaniem przyglądała się nijakiej blondynce. Westchnęła i przeczesała swoje włosy, otwierając przy tym oczy. Spojrzała ze znudzeniem na zegar, który wskazywał dokładnie 17:46. Zostało tylko czternaście minut. Dziewczyna prychnęła cicho pod nosem i leniwie podniosła się z podniszczonej kanapy. Powłócząc nogami ruszyła w stronę swojego małego pokoju. Zamknęła za sobą cicho drzwi i opadła na łóżko. Powinna jednak wstać i być gotową na spotkanie z przyjacielem. Powinna ale nie mogła. Nie miała siły podnieść się z łóżka ale musiała. W końcu udanie się do galerii sztuki należącej do jakiegoś bogatego i zadufanego w sobie snoba, to był jej pomysł. Mruknęła w poduszkę, coś co w jej głowie brzmiało jak przeklinanie samej siebie. Usłyszała dość donośnie pukanie do drzwi i szmer rozmowy. Spojrzała na budzik stojący przy biurku i westchnęła z rozdrażnieniem. Pięć minut za wcześnie. Usiadła i szybko próbowała przywrócić swoje włosy do porządku. Spojrzała w lustro i odetchnęła cicho. Wyglądała na tyle znośnie by pokazywać się wśród ludzi. Zagryzła nerwowo wargę i przekręciła klucz w zamku. Wzięła głęboki wdech. Otworzyła drzwi i założyła pasmo włosów za ucho. Zagryzła wargę, patrząc z zainteresowanie na swoich przyjaciół. Widząc ich zmartwione miny, pokręciła głową.
-Chodźmy już.- powiedziała cicho, mijając ich i kierując się w stronę przedpokoju. Nienawidziła martwić dwóch najważniejszych dla niej ludzi. Ostatnio jednak zaczęła robić to częściej. Nie miała już sił by zapewniać ich, że wszystko dobrze. Ale czasem to było jedyne wyjście.
-Camille! Gdzie są moje czarne szpilki?- gdy usłyszała zduszony jęk swojej najlepszej przyjaciółki, pokręciła głową i wyprostowała się. Niespiesznie obróciła głowę w stronę otwartych drzwi balkonowych, które prowadziły do salonu.
-W szafie, w przedpokoju, ostatnia półka od góry!- zawołała podchodząc do drzwi. Usłyszała tupot stóp i charakterystyczne skrzypienie, otwieranych drzwiczek szafy. Kilka bliżej nie określonych szmerów, a na końcu stukanie szpilek o panele.
-Jesteś najlepsza! Kocham cię!- zawołała radośnie brunetka i poszła szybkim krokiem w stronę swojego pokoju. Blondynka wywróciła oczami i potarła ramiona. Odwróciła głowę i spojrzała na dość stary budynek, znajdujący się naprzeciwko jej miejsca zamieszkania. Westchnęła przeciągle i weszła do środka, zamykając cicho za sobą drzwi. Odetchnęła gdy znalazła się w ciepłym pomieszczeniu i podreptała szybko w stronę kanapy. Opadła na nią i odchyliła głowę do tyłu. Zamknęła oczy i próbowała uspokoić swoje rozbiegane myśli. Nie mogła przestać myśleć o małej dziewczynce, która z takim zainteresowaniem przyglądała się nijakiej blondynce. Westchnęła i przeczesała swoje włosy, otwierając przy tym oczy. Spojrzała ze znudzeniem na zegar, który wskazywał dokładnie 17:46. Zostało tylko czternaście minut. Dziewczyna prychnęła cicho pod nosem i leniwie podniosła się z podniszczonej kanapy. Powłócząc nogami ruszyła w stronę swojego małego pokoju. Zamknęła za sobą cicho drzwi i opadła na łóżko. Powinna jednak wstać i być gotową na spotkanie z przyjacielem. Powinna ale nie mogła. Nie miała siły podnieść się z łóżka ale musiała. W końcu udanie się do galerii sztuki należącej do jakiegoś bogatego i zadufanego w sobie snoba, to był jej pomysł. Mruknęła w poduszkę, coś co w jej głowie brzmiało jak przeklinanie samej siebie. Usłyszała dość donośnie pukanie do drzwi i szmer rozmowy. Spojrzała na budzik stojący przy biurku i westchnęła z rozdrażnieniem. Pięć minut za wcześnie. Usiadła i szybko próbowała przywrócić swoje włosy do porządku. Spojrzała w lustro i odetchnęła cicho. Wyglądała na tyle znośnie by pokazywać się wśród ludzi. Zagryzła nerwowo wargę i przekręciła klucz w zamku. Wzięła głęboki wdech. Otworzyła drzwi i założyła pasmo włosów za ucho. Zagryzła wargę, patrząc z zainteresowanie na swoich przyjaciół. Widząc ich zmartwione miny, pokręciła głową.
-Chodźmy już.- powiedziała cicho, mijając ich i kierując się w stronę przedpokoju. Nienawidziła martwić dwóch najważniejszych dla niej ludzi. Ostatnio jednak zaczęła robić to częściej. Nie miała już sił by zapewniać ich, że wszystko dobrze. Ale czasem to było jedyne wyjście.
~*~
Blondynka z zaciekawieniem przyglądała się obrazowi. Westchnęła cicho pod nosem i ruszyła w stronę następnego eksponatu. Spojrzała na swoich przyjaciół i uśmiechnęła się lekko. Elizabeth z ożywieniem prowadziła rozmowę z jednym z wielu mężczyzn będącym aktualnie w muzeum. Harry natomiast przypadkowo spotkał jednego ze swoich wielu znajomych i stali kilka metrów od blondynki i prowadzili dość zaciętą rozmowę, na jakiś mało ważny temat. Westchnęła cicho i przeniosła wzrok na obraz. Zastanawiała się jaki na co dzień był autor tych pięknie, smutnych obrazów. Może był normalnym, szczęśliwym mężczyzną, który mieszka w jednym z tych małych, przytulnych domków, gdzie co dziennie wita go żona z szerokim uśmiechem na twarzy. Była też opcja, że mieszkał w małej klitce i wszystkie pieniądze wydaje na używki. Camille wzdrygnęła się na tę myśl. Mało prawdopodobne.
-Co sądzisz o tym obrazie?- cichy, stanowczy głos, wyrwał dziewczynę z zamyślenia. Spojrzała na dość postawnego mężczyznę, który przypatrywał się jej z wyraźnym zaciekawieniem. Blondynka przełknęła głośno ślinę i spojrzała na obraz. Czuła się prawie winna, że zamiast skupić się na doborze kolorów, myślała o autorze tych obrazów. Zagryzła nerwowo wargę, patrząc na malowidło. Próbowała skupić się na liniach, kolorach, ale skutecznie nie umożliwiała jej to obecność mężczyzny przy swoim boku. Oraz świadomość tego, że on się na nią gapi. Przełknęła głośno ślinę. Nigdy jeszcze nie czuła się tak zawstydzona i była pewna, że jej policzki oblewają się rumieńcem.
-Sądzę iż jest piękny. Artysta dobierając kolory, postawił na wszystkie możliwe odcienie szarości i bieli co wspaniale oddaje nastrój obrazu. Dodatkowo czerń, która nie przyciąga wzroku a lekko akcentuje biel.- powiedziała lekko drżącym głosem. Upiła łyk czerwonego wina z kryształowego kieliszka. Sądząc po delikatnym a zarazem wyrazistym smaku było cholernie drogie, tak samo jak kieliszki. Ale wyczytała, że właściciel tej galerii spał na kasie, więc prawdopodobnie nie odczuł straty kilkunastu tysięcy funtów. Jeśli nie kilkuset...
-Zgadzam się z panią...- urwał, wciąż przypatrując się niższej od siebie blondynce. Camille uniosła wzrok i spojrzała mu w oczy.
-Camille Cartier.- powiedziała cicho i zamrugała szybko, będąc w lekki szoku. Nikt jeszcze nie powiedział do niej pani. Skrzywiła się nieznacznie na tą myśl. Mężczyzna uśmiechnął się lekko, wciąż patrząc jej w oczy.
-Pani Cartier.- dokończył i pochylił się lekko w jej stronę, by jego twarz znalazła się na poziomie twarzy rozmówczyni.
-Panna Cartier.- poprawiła go z cichym westchnieniem.- Nie mam męża.- dodała i odwróciłam wzrok, upijając łyk wina. Usłyszała stłumiony chichot i mimowolnie uniosła delikatnie kąciki ust.
-Oczywiście, panno Cartier.- zaakcentował słowo "panna" i uśmiechnął się szeroko. Camille wywróciła oczami i wyminęła go, idąc do kolejnego obrazu. Czuła na sobie jego wzrok i z całej siły próbowała to zignorować. W końcu nawet go nie znała. Zatrzymała się przed dziełem sztuki i przekrzywiła głowę zaciekawiona. Samotny cień, pośród tłumu ludzi. Szarość, biel i czerń. Ten obraz, jak i wszystkie inne tego artysty kojarzyły jej się ze sterylnością szpitali. Zadrżała na samą myśl o szpitalu. Nienawidziła ich.
-Ten facet jest powalony. Dlaczego on maluje takie depresyjne rzeczy?- wymamrotał Harry, stając przy blondynce. Ta tylko odetchnęła cicho z wyraźną ulgą, że nie jest to jej nowy "znajomy". Spojrzała na przyjaciela i uśmiechnęła się widząc na jego twarzy skupienie i zdziwienie. Ponownie przeniosła wzrok na obraz.
-To wyzwolenie złych emocji. Sądząc po tym co tu widziałam jest samotny i nikt go nie rozumie. On po prostu...- urwała, myśląc jak ubrać w słowa swoje uczucia.
-On po prostu, co?- zapytał z wyraźnym ożywieniem jej przyjaciel.
-On po prostu potrzebuję miłości, potrzebuje poczuć się potrzebny.- dokończyła szeptem.
-Co sądzisz o tym obrazie?- cichy, stanowczy głos, wyrwał dziewczynę z zamyślenia. Spojrzała na dość postawnego mężczyznę, który przypatrywał się jej z wyraźnym zaciekawieniem. Blondynka przełknęła głośno ślinę i spojrzała na obraz. Czuła się prawie winna, że zamiast skupić się na doborze kolorów, myślała o autorze tych obrazów. Zagryzła nerwowo wargę, patrząc na malowidło. Próbowała skupić się na liniach, kolorach, ale skutecznie nie umożliwiała jej to obecność mężczyzny przy swoim boku. Oraz świadomość tego, że on się na nią gapi. Przełknęła głośno ślinę. Nigdy jeszcze nie czuła się tak zawstydzona i była pewna, że jej policzki oblewają się rumieńcem.
-Sądzę iż jest piękny. Artysta dobierając kolory, postawił na wszystkie możliwe odcienie szarości i bieli co wspaniale oddaje nastrój obrazu. Dodatkowo czerń, która nie przyciąga wzroku a lekko akcentuje biel.- powiedziała lekko drżącym głosem. Upiła łyk czerwonego wina z kryształowego kieliszka. Sądząc po delikatnym a zarazem wyrazistym smaku było cholernie drogie, tak samo jak kieliszki. Ale wyczytała, że właściciel tej galerii spał na kasie, więc prawdopodobnie nie odczuł straty kilkunastu tysięcy funtów. Jeśli nie kilkuset...
-Zgadzam się z panią...- urwał, wciąż przypatrując się niższej od siebie blondynce. Camille uniosła wzrok i spojrzała mu w oczy.
-Camille Cartier.- powiedziała cicho i zamrugała szybko, będąc w lekki szoku. Nikt jeszcze nie powiedział do niej pani. Skrzywiła się nieznacznie na tą myśl. Mężczyzna uśmiechnął się lekko, wciąż patrząc jej w oczy.
-Pani Cartier.- dokończył i pochylił się lekko w jej stronę, by jego twarz znalazła się na poziomie twarzy rozmówczyni.
-Panna Cartier.- poprawiła go z cichym westchnieniem.- Nie mam męża.- dodała i odwróciłam wzrok, upijając łyk wina. Usłyszała stłumiony chichot i mimowolnie uniosła delikatnie kąciki ust.
-Oczywiście, panno Cartier.- zaakcentował słowo "panna" i uśmiechnął się szeroko. Camille wywróciła oczami i wyminęła go, idąc do kolejnego obrazu. Czuła na sobie jego wzrok i z całej siły próbowała to zignorować. W końcu nawet go nie znała. Zatrzymała się przed dziełem sztuki i przekrzywiła głowę zaciekawiona. Samotny cień, pośród tłumu ludzi. Szarość, biel i czerń. Ten obraz, jak i wszystkie inne tego artysty kojarzyły jej się ze sterylnością szpitali. Zadrżała na samą myśl o szpitalu. Nienawidziła ich.
-Ten facet jest powalony. Dlaczego on maluje takie depresyjne rzeczy?- wymamrotał Harry, stając przy blondynce. Ta tylko odetchnęła cicho z wyraźną ulgą, że nie jest to jej nowy "znajomy". Spojrzała na przyjaciela i uśmiechnęła się widząc na jego twarzy skupienie i zdziwienie. Ponownie przeniosła wzrok na obraz.
-To wyzwolenie złych emocji. Sądząc po tym co tu widziałam jest samotny i nikt go nie rozumie. On po prostu...- urwała, myśląc jak ubrać w słowa swoje uczucia.
-On po prostu, co?- zapytał z wyraźnym ożywieniem jej przyjaciel.
-On po prostu potrzebuję miłości, potrzebuje poczuć się potrzebny.- dokończyła szeptem.